Co słychać na festiwalu Nie tylko gospel

24 czerwca 2019

Mówiąc o miłości, często używamy określenia młodzieńcza, czy miłość
dojrzała. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę jak ważne jest to określenie i jaki jest jego ciężar gatunkowy. Czy miłość młodzieńcza to pierwsza, powierzchowna, a dojrzała to rozważna i ostateczna? Czy po prostu miłość to uczucie silne i mocne, bez względu na czas, w jakim się wydarza.
A więc dwie miłości…

Jedna to młodzieńcza, prawie dziecięca Krzysztofa Kieślowskiego do Sokołowska, uzdrowiskowej miejscowości koło Mieroszowa. Do miejsca, które uczyli go kochać Rodzice. To czas, kiedy tam mieszkał bawiąc się z rówieśnikami, jeździł popisując się na rowerze i oglądał na dachu, przez lukę w wentylatorze, filmy w miejscowym kinie, gdzie widać było tylko skrawek ekranu. Wrócił do tych wspomnień w autobiografii „O sobie”.
Druga miłość, dojrzała, to Włodka Szomańskiego, który jako dorosły człowiek przyjechał, zakochał się w malowniczym Golińsku koło Mieroszowa i został. Tu sadził pomidory, zawierał przyjaźnie i każdego dnia z wyboru, cieszył się pięknym widokiem okolic. Zamknął to m.in. w dziele „Madonny Jana Pawła II”. Pierwszy, wracał do wspomnień z dzieciństwa w swojej twórczości jako wielki reżyser. Drugi, miał możliwość przelewać do swoich kompozycji uczucia na bieżąco.

Teraz obaj przenieśli się do miejsca, w którym spotkamy się wszyscy. W wolnych chwilach, kiedy nie pomagają Najwyższemu kierować sprawami związanymi ze sztuką, wspominają Mieroszów. Miasto, w którym mały Krzysiu chodził do szkoły, a dojrzały Włodek koncertował w miejscowym Kościele.
My też o nich nie zapominamy. Jednego wspominamy festiwalem filmowym
Hommage a Kieślowski organizowanym w Sokołowsku, drugiego festiwalem muzycznym Nie tylko gospel w Mieroszowie.
Dzięki Decydentom połączyło ich coś jeszcze. To ulice, które zostały nazwane ich nazwiskami. Jedna koło drugiej. Przez jakiś czas przebiegają koło siebie, by jak ich życie i twórczość, iść każda w swoja stronę. Jedno jest pewne. Położenie i okoliczna uroda tych ulic, zawiera w sobie wszystkie najpiękniejsze wspomnienia jakim obdarzyli obaj Panowie te tereny,
I tak, rozrastający się Mieroszów, przypieczętował administracyjnie uczucie, które na początku romantycznie nazwaliśmy „miłością młodzieńczą i dojrzałą”.
Ja i moja rodzina, jako spadkobiercy tych miłości życzymy wszystkim, ale przede wszystkim tym, którzy zamieszkają przy ul. Włodzimierza Szomańskiego, by byli szczęśliwi, życie ich płynęło jak w najpiękniejszym filmie, a każdy dzień rozpoczynali i kończyli nucąc z radością swoje ulubione piosenki.

Ps. Obserwujmy nasze dzieci i sprawdzajmy napływowych ludzi. Może oni kiedyś staną się sławnymi twórcami i umieszczą w swoim dorobku pisarskim, w sztuce czy muzyce, kawałek naszej pięknej ziemi. Mieroszów się rozrasta!


Elżbieta Szomańska